Lodówkowe skarby

Dobór odpowiedniego i idealnego kremu dla takiego skórnego wrażliwca jak ja graniczy z cudem. Naprawdę! Moje poszukiwania kremu, który mnie nie uczuli, nie podrażni mojej skóry, nie wywoła niechcianych wyprysków, a dodatkowo nawilży skórę, która tego potrzebuję, trwa już od dawna. Próbowałam już chyba połowy apteki i jeszcze większej części drogeryjnego asortymentu. Jeden za tłusty, drugi powodował nieprzyjemne swędzenie, a trzeci zaś wywołał na twarzy niechciane uczulenie. I co tu zrobić jak skóra woła o pomoc, domaga się nawilżenia i ochrony? 


W moje ręce wpadły ostatnio trzy ciekawe produkty - serum, krem do twarzy i pod oczy. Małe, szklane
buteleczki, w których ukryte zostały kosmetyki z bardzo krótkim okresem ważności (2,5 miesiąca). "Świeże, naturalne, ekskluzywne, skuteczne" - tak mówią o nich producenci, a ja podpisuję się pod tym rękami i nogami. 
Kremy przechowywać należy w lodówce, dzięki czemu po ich użyciu traktujemy skórę delikatnym, przyjemnym, chłodnym kremem. 
Na początku stosowałam je w złej kolejności: rano serum i krem pod oczy, a wieczorem krem do twarzy i pod oczy. Po dwóch tygodniach zmieniłam kolejność. Teraz serum stosuję wyłącznie na noc. 



SERUM BOMB (1.9)

Jak sama nazwa na to wskazuję, to prawdziwa bomba samych dobroci - witamin, minerałów i składników aktywnych. Ujędrnia i odżywa naszą skórę. Jest to serum przeciwzmarszczkowe zawierające oleje arganowe, truskawkowe i różane. Najbardziej wyczuwalny w zapachu jest olejek truskawkowy. Słodki, ale nie męczący. Serum pachnie jak truskawkowe ciastka ;) Za odżywienie i wygładzenie odpowiedzialne są ekstrakty z miłorzębu, melisy i lnu. Nawilżenie otrzymujemy dzięki mocznikowi, który na długo zatrzymuje wodę w naskórku po aplikacji serum. To fakt - na początku, gdy serum stosowałam na dzień i w porze letniej (na dworze upał nie do wytrzymania) denerwowało mnie, że moja skóra ciągle była wilgotna, przez co makijaż nie wyglądał najlepiej. Gdy zaczęłam serum nakładać na noc wszystko wróciło do normy. Podczas gdy ja smacznie sobie śpię, serum maksymalnie nawilża moją cerę po całym, ciężkim dniu. Nawilżenie wręcz bombowe!:)


OCHRONNY KREM FACE GUARD (1.3)

Krem przeznaczony do skóry naczyniowej i wrażliwej, więc dla mnie jak znalazł. Krem został nazwany kremem miejskim - chroni skórę szczególnie przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Naprawia, odblokowuje i regeneruję skórę. Olejek z rumianku rzymskiego i olejek różany łagodzą podrażnienia i wzmacniają naczynia krwionośne, które są moim małym problemem. Idealnie sprawdza się pod makijaż. Świetnie nawilża, nie uczula, chroni i koi moją wrażliwą cerę.



RÓŻANY KREM POD OCZY (1.4)

Przyznaję się bez bicia - kremu pod oczy wcześniej nie używałam. Jedynym środkiem, który aplikowałam pod oczy i na powieki był żel ze świetlikiem z Flosleku, który nawilżał podrażnioną skórę przez nieszczęsną alergię. Krem pod oczy z Fridge By yDe przeznaczony jest do skóry wymagającej szczególnej regeneracji i uelastycznienia. Świetnie nadaje się do wrażliwej skóry, nie podrażnia, a nawilża i poprawia kondycję skóry. Ekstrakt z zielonej herbaty wzmacnia system odpornościowy, a ekstrakt z bławatka działa kojąco i przeciwzapalnie. Nie borykam się z większymi problemami skórnymi wokół oczu, lecz moja (praktycznie wieczna) alergia podrażnia oczy, przez co skóra wokół nich wymaga ukojenia. I to od tego kremu otrzymuję.


Z ręką na sercu mogę Wam powiedzieć, że są to pierwsze kremy do twarzy, które w tak wielkim stopniu poprawiły kondycję mojej skóry. Nigdy wcześniej nie byłam z niej aż tak zadowolona. Jest idealnie nawilżona, odżywiona i napięta. Nie występują na niej niechciane wypryski, które niestety po zwykłych, drogeryjnych kremach, naładowanych nieprzyjemnymi składnikami, u mnie pojawiają się często. Zrażam się od razu do takiego produktu i już nigdy po niego nie sięgam - nie ważne czy zostało pół opakowania czy resztka na dnie. Kremy od Fridge By yDe są w 100% naturalne i świetnie współgrają z moją skórą. Jedynym ich minusem, niestety dla wielu z nas znaczącym, jest cena. Są to produkty zdecydowanie z wysokiej półki cenowej. Za 30g serum bomb musimy zapłacić 335zł, za 50g ochronnego kremu 197zł, a za 15g kremu pod oczy 165zł. Jestem ich szczęśliwą posiadaczką, dzięki współpracy firmy przy spotkaniu blogerek. W innym wypadku zapewne moja skóra by ich nawet nie poznała. Gdy już ich żywot dobiegnie końca będę wytrwale szukać ich tańszych odpowiedników. Mam nadzieję, że nie będzie graniczyć to z cudem...;)

Może znacie jakieś godne polecenia naturalne specyfiki do pielęgnacji twarzy? Dajcie znać!

4 komentarze:

  1. na razie znam tylko z recenzji ale nie długo na własnej skórze przekonam się o ich dobroczynnym działaniu

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciekawe produkty, a przede wszystkim naturalne. Szkoda, że takie drogie, ale nie dziwie się :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tych kremach, że są genialne, ale zdecydowanie nie na moją kieszeń. Chociaż, może kiedyś się na jakiś jeden skuszę :)

    OdpowiedzUsuń