Zabiegi lecznicze w otoczce spa, czyli relaksująca wizyta w Instytucie Repechage.

5:20. Głośny budzik zrywa mnie z łóżka. Szybki prysznic, obowiązkowa kawa i czas do pracy. Na dworze mróz, auta zamarzły na amen. W ruch idzie skrobaczka do szyb, a ja marznę i przeklinam w głowie zimę. Nienawidzę jej! Godzina 7:00 zaczynamy pracę. 8 godzin później szybki obiad i razem z koleżanką wjeżdżamy do miasta. Korki, korki, korki... Wszędzie korki. Na ulicach stoją setki aut, a w nich zmęczeni ludzie, którzy tak jak ja, zapewne tęsknią za błogim lenistwem na plaży. Po 30 minutach dojeżdżamy na miejsce i nagle wszystkie złe emocje, które nagromadziły się we mnie podczas tego dnia, odchodzą w niepamięć.







Jedne z przyjemniejszych godzin podczas wczorajszego dnia spędziłam w Instytucie Repechage we Wrocławiu, gdzie skusiłam się na jeden z oferowanych zabiegów. Pyszna kawa, przemili ludzie i spokojna muzyka wywołały mój uśmiech już na samym wejściu. Po chwili udałam się do gabinetu na "Four Layer Faciel - zabieg czterowarstwowy". Co to takiego?





Zabieg czterowarstwowy to czołowy zabieg firmy Repechage, który pokochali już klienci na całym świecie. Masa pozytywnych opinii przekonała mnie, aby to właśnie ten zabieg wypróbować podczas pierwszej wizyty w instytucie. Te cztery kroki pielęgnacji zapobiegają starzeniu się skóry, tonują, napinają, głęboko odżywiają i regenerują naszą skórę, a także odświeżają, oczyszczają i przyśpieszają usuwanie toksyn ze skóry. Zabieg składa się z dwóch masaży i dwóch masek - algowej i gipsowej. Pierwsza, algowa, niesamowicie chłodzi (po nałożeniu dosłownie czułam przenikający chłód przez skórę), natomiast gipsowa, nałożona na poprzednią daje przyjemne uczucie ciepła, które niesamowicie relaksuje i rozluźnia całe ciało. Jest odpowiedni dla każdego. Szczególnie polecany posiadaczom skóry suchej, odwodnionej, zniszczonej, zmęczonej i pozbawionej blasku. Czyli jak znalazł - dla mnie.








Co czułam podczas zabiegu? Niesamowite odprężenie całego ciała i rozluźnienie. To było dokładnie to czego było mi trzeba. Odpoczynek, relaks i regeneracja - nie tylko ciała, ale także umysłu. Po zakończeniu zabiegu nie mogłam przestać dotykać swojej twarzy. Sucha, wrażliwa i podrażniona skóra stała się niesamowicie odżywiona i nawilżona. Tak miękka i gładka - zupełnie inna, o niebo lepsza. Efekt zabiegu był odczuwalny zaraz po jego wykonaniu i utrzymuje się do dziś. Czytając opinie o różnych zabiegach kosmetycznych nie zawsze wierzymy we wszystkie słowa, którymi raczą nas firmy. W większości przypadków na znaczną ich część przymykamy oko, bo przecież takie cuda nie są możliwe. Dopiero po sprawdzeniu tego na własnej skórze zauważamy, że to jednak prawda. Że dzięki tym dwóm godzinom spędzonym w gabinecie nasza skóra może się tak znacznie zmienić. Na lepsze.

Więcej o tym zabiegu, jak i pozostałych oferowanych przez instytut możecie przeczytać na stronie http://instytutrepechage.pl/ . 

Za zdjęcia, dzięki którym mogłam przeżyć to po raz drugi dziękuję Marcie z bloga M.ake-up Ch.arm :)




5 komentarze:

  1. Świetna fotorelacja! Oj poszłabym sobie chętnie na taki odpoczynek... <3 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super relax :) Choć ja bym wybrała masaż :))
    Świetna koszula !

    OdpowiedzUsuń
  3. 7 rano juz w pracy:(? gdzie pracujesz od tak wczesnie? ja na 9 nie moge sie obudzic:) a nad zabiegiem sie zastanawiam ale instytutu nie znalam

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award 2014! ♥
    http://joanneestylee.blogspot.com/2014/12/nominacja-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń